Dzisiaj z Frankiem nagraliśmy drugą część filmu o wiosennych kwiatach, a w nim kolejne gatunki: przylaszczka, ziarnopłon i śledziennica. Trudne nazwy? Nie bardzo. Poszukajcie w głowie skojarzeń do nazw i przede wszystkim spróbujcie znaleźć te rośliny w terenie. Jeśli Wam się to uda, przywitajcie się z nimi po imieniu. Wtedy zapamiętacie! Jest nawet taka sekretna metoda biznesmenów: żeby zapamiętać imię rozmówcy, trzeba je jak najszybciej użyć w rozmowie.

 

No właśnie, po co pamiętać te wszystkie nazwy? Potrzebne są one nam biologom do opisywania przyrody, ale uwierzcie mi, pomagają się też do niej zbliżyć. Runo przestaje być dla nas nijaką zieloną mazią, rozpoznajemy w nim swoich ziomków. A gdy któregoś zaczyna brakować, zauważamy to.

- Gdzie jest lilia złotogłów, która zawsze tu rosła?

- Co takiego się stało w środowisku, że zniknął wawrzynek?

 

Jak doskonale wiecie, w przyrodzie jedno powiązane jest z drugim. Stan gleby z rośliną, roślina z owadem, owad z ptakiem, a ptak ze ssakiem (jakby ktoś zapomniał, ssakami są też ludzie). Jestem zdania, że ochrona przyrody powinna mieć swoje źródło nie w zakazach i nakazach, a w więzi.

 

Dostałam od Was piękne rysunki kwiatów. Bardzo za nie dziękuję.

 

Poniżej rysunki Kornelki. Zobaczcie jakie śliczne:

 

 {gallery}Kornelka{/gallery}.

 

Dzisiaj dostałam też piękny rysunek od Poli Z. Na jednej ilustracji ujęła całą trójkę: zawilca, miodunkę i podbiał.

 

Jesteście wspaniali, bardzo mocno Was pozdrawiam! Czekam na kolejne prace.

 

 



Z powodu koronawirusa siedzimy w domach. Jest jednak sposób, żeby rozprostować kości i  pooddychać świeżym powietrzem nie narażając siebie ani innych. Można wybrać się do lasu, do czego Was serdecznie zachęcam.

W lesie można zażyć ruchu, ukoić skołatane nerwy, ale można się też sporo nauczyć. Czy znacie nazwy wiosennych kwiatów? Nie? Po kilku uważnych spacerach do lasu, z małą pomocą naszych filmików będziecie z łatwością rozpoznawać je wszystkie.

 

Leśne zadanie:

Jeżeli w pobliżu Twojego domu znajduje się las, zaproponuj rodzicom spacer. Nie zapraszaj kolegów, idźcie w małym rodzinnym gronie. Do plecaka spakuj blok i kredki. 

W lesie poszukajcie kwiatów. 

Usiądź przy kwiatku i narysuj go najdokładniej jak potrafisz (zwróć uwagę na ilość płatków, kształt liści i inne szczegóły). Pod rysunkiem napisz nazwę rośliny (jeśli masz z tym problem, chętnie pomogę). Na koniec zrób zdjęcie rysunkowi i wyślij je do mnie, a zamieszczę je tutaj na blogu.

 

Stacja Badawcza ma swoją własną fotopułapkę!  

 

Zainstalowaliśmy ją 29 lutego w Beskidzie Niskim, na terenie Leśnictwa Darów należącego do Nadleśnictwa Rymanów. Choć nie jest to obszar parku narodowego, przyroda jest tam zupełnie dzika. Można spotkać się z jeleniem, znaleźć tropy niedźwiedzia, a wieczorem posłuchać wycia wilków. Po prostu bajka. Kiedy kilkanaście lat temu Radek zabrał mnie tam po raz pierwszy, nie mogłam uwierzyć, że to miejsce jest prawdziwe. Teraz mamy tam swoje oko.

 

Nasza fotopułapka uruchamia się pod wpływem ruchu i ciepła. Nie robi bezsensownych zdjęć ruszającym się na wietrze gałęziom; uruchamia się dopiero wtedy, gdy jakiś ciepłokrwisty zwierz przejdzie przed obiektywem.

 

Marzec to sezon poszukiwania jelenich zrzutów. Baliśmy się, że jakiś zbieracz poroża znajdzie naszą fotopułapkę i po prostu nam ją ukradnie. Tak się jednak nie stało. To fotopułapka namierzyła zbieracza, on jej nie zauważył.



 

Gdy pokazywałam to zdjęcie na zajęciach, któreś dziecko powiedziało: 

- Po co szuka, skoro już ma w plecaku?

- Właśnie! Po co szuka? Jedno poroże mu nie wystarczy? Wracaj do domu!

Pomyślałam:

 - Ciekawe, czy Wam wystarcza jedno ciastko?

Zaimponowali mi jednak walecznością. Fotopułapka jest nasza, a zwierzętom nie należy przeszkadzać, żeby były zrelaksowane i ładnie wychodziły na zdjęciach.

 

Przyszła i zwierzyna!  Dwa piękne jelenie – samce.

Pierwszy z nich był młody. Przyjrzyj się jego głowie, widać na niej zawiązki nowego poroża.

 

 

Drugi to starszy byk z efektownym porożem. Jeszcze nie zdążył go zrzucić. 

Dzieciaki zgodnie przyznały, że nasz jeleń, w przeciwieństwie do zbieracza poroży, zauważył fotopułapkę i ustawił się pięknie do zdjęcia. Co więcej, elegancko się nam ukłonił. Ze zdjęć zrobionych przez fotopułapkę zmajstrowałam swojego pierwszego gifa :)

 

 

 

Po tygodniu Radek z Frankiem zdjęli fotopułapkę i zawiesili ją w nowym miejscu: tuż przy tamie bobrowej. Za jakiś tydzień powinniśmy mieć nowe zdjęcia.

 

Wieszając fotopułapkę chłopaki natknęli się na wilczą kupę, która wygląda tak:

 

 

Piękno nie potrzebuje człowieka. Dzikie zwierzeta żyją swoim rytmem, zajęte ważnymi sprawami: zdobywaniem pożywienia, rozmnażaniem, budową gniazd czy wychowywaniem potomstwa. 

My jednak jesteśmy ciekawscy i będziemy je podglądać. Oczywiście z należytym szacunkiem.



Krótka powtórka z zajęć:

Czym się różni poroże od rogów?

 

Rogi rosną przez całe życie zwierzęcia. Występują zarówno u samców jak i u samic. Rogi ma na przykład krowa, żubr, antylopa czy kozica. Ale nie jeleń!

Jeleniowate (np. jeleń, łoś, sarna, daniel) mają poroże. Poroże jest sezonowe, zwierzę co roku zrzuca je z głowy i odbudowuje nowe. Pełni ono funkcje reprezentacyjne, samce walczą nim w okresie godowym o samice. Piękne, rozłożyste poroże świadczy o tym, że samiec jest dojrzały do rozrodu i zdrowy. Poroże bowiem występuje tylko u samców. Wyjątkiem są renifery. U nich chłopaki i dziewczyny mają ukoronowane głowy.





 

Jak to możliwe, żeby być tak podobnym do liścia nie będąc liściem? Mogę przyglądać się liśccom godzinami. Mój mąż i moje dzieci też. Doszło do tego, że Franek ostatnio na spacerze w parku wykrzyknął:

- Mamo, te liście wyglądają tak samo jak liścce.

I wcale mu się nie dziwię, że już nie wie, kto tu do kogo stara się być podobny. (Wiecie, że liściec umierając marszczy się, usycha i spada na ziemię jak liść?)

Liścce są przepiękne. Pokłócę się z każdym, kto temu zaprzeczy.

A teraz merytorycznie: Do tej pory opisano kilkadziesiąt gatunków liścców (nie zdziwiłabym się, gdyby większości udało się ujść oczom badaczy). Ten na filmie to liściec olbrzymi Phyllium giganteum. Należy do rzędu straszyków i tak jak wszystkie straszyki przechodzi przeobrażenie niezupełne, to znaczy, że osobniki młode są podobne do dorosłych. Naturalnym środowiskiem liścca olbrzymiego są malezyjskie lasy deszczowe, dlatego w warunkach hodowlanych trzeba mu zapewnić odpowiednią, dosyć wysoką temperaturę i wilgotność. Liścca możemy karmić liśćmi maliny i jeżyny. Potrzebne mu jest też spore terrarium (jego wysokość powinna być co najmniej 3 razy większa od długości owada). W czasie wylinki liściec zwisa głową w dół i żeby wszystko przebiegło pomyślnie, musi mieć dużo przestrzeni. Po wylince jest większy, bardziej błyszczący i jeszcze piękniejszy.

Na listopadową chandrę polecam sprawić sobie liścca. Można go też zaprosić do swojej szkoły lub przedszkola.

Mówią, że lęki przed pająkami, wężami i dużymi owadami są ewolucyjnie uzasadnione i mają swoje korzenie w lękach ludzi pierwotnych, którzy narażeni byli na nieustanne niebezpieczeństwa ze strony natury. Reakcje dzieci niejednokrotnie zdają się temu przeczyć. Zwierzęta, które dorośli nazywają wstrętnymi czy obślizgłymi ich własne dzieci bardzo często uznają za piękne, kochane, miłe i grzeczne.

Ależ tak, dzieci też lękają się nieznanych istot, ale jest to lęk połączony z chęcią poznania. Te, które najbardziej boją się podejść do zwierzęcia, w końcu podchodzą i obserwują go dłużej od innych. Te, które mają opory przed wzięciem owada do ręki, nie chcą go potem oddać. Te, które początkowo są przeciwne wyciąganiu delikwenta z faunaboxa, najbardziej troszczą się o to, żeby nie uszkodzić mu żadnej nogi.

Potem zostaje duma i opowieści.
- Proszę pani, mój wujek, jak był w Afryce, to widział prawdziwego skorpiona. Nie zdążył zrobić mu zdjęcia, ale dzięki temu nie został ugryziony i nie musiał jechać do szpitala.
- A moja mama ma raka i jutro jedzie do szpitala na pierwszą chemioterapię.

W dziecięcym świecie nie obowiązuje krępująca cisza.
- A mojego dziadka ugryzły dwa szerszenie i nic mu się nie stało!

Uwielbiam te opowieści i małych ludzi, którzy są bardzo odważni, chociaż się boją.

Pod koniec sierpnia Radek z Michałem znaleźli w kamieniołomie gniazdo zwinki. Właściwie to można powiedzieć, że oni to gniazdo popsuli. Odłupali kawałek wapienia z nadzieją na trylobita i nagle poturlały się im pod nogi gadzie jajeczka. Gniazdo było zniszczone, a jaja piękne, więc zabraliśmy je do domu. Sześć białych, okrągłych jaszczurzych jaj trafiło do słoika. Przykryliśmy je ziemią, żeby miały ciemno i postawiliśmy na parapecie, bo tam jest najcieplej. Jaja stały przy oknie, a ja myślałam, że są martwe, ale Radek twierdził, że tak nie jest i trzeba po prostu poczekać. Rzeczywiście, po dwóch tygodniach coś się zaczęło dziać. Jedno jajko wyszło z ziemi. Przysypałam je starannie, żeby nie wyschło. Za pół godziny jajo znowu było na wierzchu.

Na drugi dzień rano cała rodzina zebrała się wokół słoja, bo oto na naszych oczach wykluwał się gad. Mówię wam, ależ on się pięknie kluł! Mozolnie, pracowicie, powoli. Z otoczki wystawał mu już czubek głowy i jedno oko, które powoli zamykał i otwierał. To pewnie razi, tak pierwszy raz patrzeć na światło.

Odwiozłam dzieci do przedszkola, a kiedy wróciłam, w słoiku biegała już jedna młoda jaszczurka, a druga nadal wyciskała się z jaja. Skorupka po wyklutej zwince jest wiotka, cienka jak pergamin.

Pomyślałam, że dość już tej inwigilacji, młoda jaszczurka musi się wybiegać i ostrożnie odstawiłam słoik do ogrodu. Niech wszystko będzie tak, jak ma być.

{gallery}jaszczurki{/gallery}.